„…powinna znaleźć się w kanonie ŚWIATOWEJ literatury”

Wiele razy zastanawiałem się dlaczego przychodzi mi sypiać z kobietami, z którymi nie koniecznie sypiać chciałem. Przynajmniej na pewno nie chciały tego moje ośrodki podkorowe odpowiedzialne za kontrole świadomości. Poza wszystkimi znanymi mi do tej pory wytłumaczeniami dotarła do mnie myśl, że te kobiety po prostu bardzo chciały spać ze mną – a przynajmniej tak mi się teraz wydaję, gdy piszę recenzję tej książki o uwodzeniu.

Nie wiem, czy byłem w ich mniemaniu z jakiegoś powodu atrakcyjny. Wiem, że chciały uprawiać seks i nie ukrywały tego w żaden sposób, poprzez słowa, gesty i subkomunikację. Sprawiało to, że kobiety te w różnych okolicznościach przyciągały mnie do siebie znacznie bardziej, niż obiekty moich marzeń. Czułem się z nimi lepiej i jestem pewny, że nie jest to efekt obniżonych standardów. W każdym bądź razie one dostawały wówczas to co chciały bazując tylko i wyłącznie na bezpośrednim wyrażaniu własnych potrzeb.

Po pierwszych kilkunastu stronach książki pt. „Jak podrywać dziewczyny” naszła mnie myśl: „kolejna taka sama treść w nowym opakowaniu, wymierzona w zarabianie na internetowej młodzieży ulegającej żądzy posiadania magicznej mocy uwodzenia”… Już wyliczałem listę drażniących szczegółów, które miałem zamiar wypisać w tym komentarzu.

W połowie książki wiedziałem, że powinna znaleźć się w kanonie ŚWIATOWEJ literatury przedmiotu, a jej przekaz stanowi zwięzłą i wyczerpującą odpowiedź na niemal wszystkie moje wątpliwości z podrywania, po tym jak po pięciu latach kompleksowej praktycznej i teoretycznej nauki podrywu wróciłem do punktu wyjścia.

Rozdział na temat walidacji i dalej wartości seksualnej to przełom PUA i mój Święty Graal. Nie uczy rutyn, by potem mówić o bezpośredniości jako jedynej właściwej drodze. Nie opisuje też w jaki sposób należy myśleć (tak jak gdybyśmy potrafili zbudować swoją jedyną doskonałą, książkową osobowość odporną na wszelkie czynniki sytuacyjne).

Podaje za to obraz zachowania, który dla każdego z nas jest oczywisty, i po który sięgamy na co dzień, ale nie wiedzieć czemu omijamy w procesie podrywania.

To zachowanie to seksualność. Od dzisiaj nie będę zastanawiał się kiedy rozpocząć etap uwodzenia, koniecznie poprzedzając go etapem demonstracji wartości (budowania atrakcyjności) i tworzenia komfortu. Będę uwodził – przedstawiał wartość seksualną – równolegle, a może nawet zamiast tych etapów.

Zaryzykuje tezę, że publikacja O’rety jest dzisiaj najbardziej użyteczną spośród wszystkich dostępnych na ŚWIATOWYM rynku.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.