Dlaczego pijesz, palisz lub wciągasz? – Narkotyki i używki, a emocje

To zupełnie inny temat niż pozostałe na blogu, bo nie dotyczy bezpośrednio relacji damsko-męskich. Dotyczy Twojej relacji z samym sobą. A znów ta relacja bezpośrednio wpływa na Twoje relacji z kobietami.

Szczęśliwe związki z kobietami nie są skutkiem dobrego zaplecza technicznego (jak podejść, co powiedzieć, jak wziąć numer, jak tańczyć, gdzie dotknąć itd.), super wyglądu czy stanu materialnego, tylko zintegrowanej i zrównoważonej osobowości.

Temat używek jest trudny, ale dotyczy Twojej osobowości, dlatego warto wziąć go pod lupę.

__________________________________________________________________________

Czas na imprezę!

Nastał piątek lub sobota, a Ty idziesz na imprezę z zamiarem poderwania dziewczyny, zresetowania się po ciężkim tygodniu lub odreagowania po jakimś stresie lub problemie. Twoja głowa jest pełna myśli związanych z pracą, dziewczynami, podrywem, tym jak wypadniesz i czy się uda kogoś poznać. Dodatkowo pojawia się mieszanka różnych niefajnych uczuć: frustracja, strach, złość, smutek, żal itd.

Twój CEL jest jasny: dobrze się bawić, odstresować się lub poderwać jakąś dziewczynę. Masz cel i chcesz osiągnąć sukces.

Jednak po chwili znów pojawiają się te wszystkie myśli i emocje, które uniemożliwiają Ci osiągnięcie tego celu. Dodatkowo przypomina Ci się ostatnia impreza, na której podpierałeś ścianę i byłeś sparaliżowany strachem, gdy miałeś podejść do dziewczyny. Pojawia się kolejna myśl, że dziś będzie tak samo. Wrócisz z imprezy zły, smutny i przygnębiony.

Jednak Ty chcesz się dobrze bawić, mieć fajne emocje i przede wszystkim rezultaty, dlatego zaczynasz się zastanawiać jak się pozbyć tego wszystkiego, co przeszkadza.

I tutaj świat staje otworem, bo proponuje Ci wachlarz różnych substancji. Alkohol, nikotyna, marihuana, ecstasy, kokaina, amfetamina, nootropy i wszelkie pochodne.

Ich działanie jest bardzo proste. Znieczulają Cię, odcinają od myśli i emocji lub blokują te negatywne i zostają same pozytywne. W zależności od substancji czujesz spokój, euforię, radość, zastrzyk energii, pewność siebie lub nawet miłość.

No i faktycznie pomaga, a cel zostaje uzyskany. Zapominasz o problemie, czujesz się fajnie, jesteś królem imprezy i podrywasz dziewczynę za dziewczyną. Sukces! Właśnie o to chodziło!

Masz wrażenie, że odkryłeś Amerykę, a te substancje powinny być dostępne na każdej stacji, w biedronce i klubowym barze. W końcu znalazłeś rozwiązanie swoich problemów. Co więcej, nagle okazuje się, że robi tak większość społeczeństwa i ludzi, których znasz i poważasz. To oznacza, że pewnie nie ma w tym niczego złego i Ty też możesz, a nawet powinieneś! Na domiar tego, niektóre z nich są pokazywane w reklamach od rana do wieczora. To dodatkowo wzmacniaprzekonanie, że są w porządku, bo przecież państwo nie pozwoliłoby zrobić Ci krzywdy. 

Jaka jest prawdziwa cena używek?

Czy zastanawiałeś się kiedyś, co się dzieje z tymi emocjami i myślami, których się pozbywasz? Czy one dzięki tym substancjom po prostu znikają i wyparowują? A może nigdzie nie znikają, tylko gdzieś się gromadzą?

Patrzymy na sukces z wąskiej perspektywy. Nie widzimy długoterminowych kosztów, które ponosimy. W efekcie brania tych substancji, zaczynamy się od nich uzależniać, bo tak jest łatwiej uzyskać fajny stan. Na kolejnej imprezie również chcemy się tak czuć, na następnej także. Uczymy się, że gdy czujemy stres po pracy, wystarczy strzelić piwko i po sprawie. Gdy wkurzy nas jakaś sytuacja, idziemy zapalić papierosa, by ukoić nerwy. Gdy stresujemy się przed randką, wystarczy zapalić gibona i jest luz. Gdy jesteśmy wykończeni całym tygodniem, wystarczy wciągnąć kreskę fety i można imprezować do rana. Tak mijają kolejne miesiące i lata.

Niestety, ale nikt z naszych ziomków nie mówi nam o kosztach, które przez to ponosimy. Gdy ktoś taki się znajdzie i zacznie prawić nam morały, wyśmiewamy go, że jest drętwy, konserwatywny i nie idzie z duchem czasu. Mówimy, że wszyscy tak robią i joint albo MDMA dobrze by mu zrobiły.

Każdego dnia jesteśmy bombardowani reklamami piwa, wódki, papierosów i kawy. Jesteśmy tak zahipnotyzowani, że uznajemy je za coś normalnego. Drastyczne zdjęcia na paczkach papierosów spływają po nas, a gdy ktoś mówi, że to niezdrowe, odpowiadamy, że na coś trzeba umrzeć. Co więcej, czujemy się dumni z tego wszystkiego, co wciągamy, pijemy i palimy. Wydaje nam się, że trzymając browara i papierosa, wyglądamy atrakcyjnej. 

Pozwól, że ja będę tym ziomkiem, który powie Ci o kosztach.

Dlaczego w dłuższej perspektywie robimy sobie krzywdę? Bo te emocje i myśli, od których uciekamy, nigdzie nie znikają, tylko zostają chwilowo usunięte ze świadomego umysłu w jego nieświadomą część (abyś mógł się przez parę godzin dobrze bawić). Trafiają do Twojej piwnicy i czekają tam na kolejną okazję, by wyjść na zewnątrz, bo im tam źle. Gdy taka okazja się pojawia (randka,  impreza, praca, wieczór przed TV), znów się pojawiają (bo chcą się wydostać), a Ty od razu otwierasz piwo, odpalasz jointa/papierosa lub wciągasz kreskę i kolejny raz spychasz je w odchłań Twojej psychiki. Dostrzegasz już paradoks? Co gorsza, za każdym takim razem dochodzą do nich kolejne, bo jesteśmy istotami emocjonalnymi i bez względu na naszą wolę, emocje i myśli były, są i będą się pojawiały.

W tej piwnicy przypominają cykającą bombę. W końcu po kilku miesiącach lub latach będzie ich tak dużo, że niespodziewanie wybuchną z ogromną siłą. Nie uda Ci się już wrócić do wcześniejszej równowagi. Taki wybuch to nic innego jak stany lekowe, nerwice, depresja i wszelkiego rodzaju choroby. A co robimy, jak mamy depresję lub jesteśmy w dołku? Znów sięgamy po te substancje, by poczuć się lepiej. I tak koło się zamyka, a my nie wiemy, że wieszamy stryczek i zaciskamy pętlę na gardle. 

Druga sprawa to tolerancja. Przypomnij sobie ile kiedyś wystarczyło, a ile teraz potrzebujesz? Kiedyś po jednym piwie miałeś imprezę życia, a teraz po trzech zaczynasz cokolwiek czuć. Kiedyś wystarczył Ci jeden buszek i nie wiedziałeś gdzie jesteś, a teraz potrzebujesz całego jointa lub bongo, bo inaczej nawet Cię nie posmyra. Kiedyś jedna kreska wystarczała na całą imprezę, a teraz jesteś w WC co 20 minut. Być może o tym nie wiesz, ale Twoje ciało też ma pewne limity. Potrzebujesz coraz większych dawek, a ono musi to wszystko filtrować. W końcu możliwości przerobowe wątroby, płuc czy nerek nie wystarczą i odmówią posłuszeństwa. W najlepszym wypadku wylądujesz w szpitalu na toksykologii, a w najgorszym na cmentarzu. Potocznie nazywa się to złotym strzałem, czyli tym ostatnim.

Alko = pewność siebie w płynie?

Czy te substancje same w sobie są złe? Nie, ale warto abyś wiedział jak działają. One nie dają niczego same z siebie, tylko odblokowują Twój potencjał. Blokują jedne neuroprzekaźniki i wyzwalają inne. Jeżeli wziąłeś ecstasy i poczułeś miłość do wszystkich wokół, to nie dlatego że ecstasy jest źródłem miłości, tylko ono zablokowało to wszystko, przez co na co dzień jej nie odczuwasz. Poczułeś miłość, którą masz już w sobie. To samo dotyczy pewności, spokoju i radości. Jeżeli wypiłeś kilka piw lub kieliszków wódki i jesteś pewniejszy siebie, to nie dlatego że alkohol jest źródłem tej pewności. On tylko czasowo odciął Cię od tego, co tą pewność blokuje. Nawet nie masz pojęcia jak bardzo pewny siebie potrafisz być! Ale skąd masz o tym wiedzieć, jeżeli myślisz, że ta moc znajduje się w alkoholu, a nie w Tobie!

Te substancje pokazują Ci tylko co jest możliwe, jakich stanów możesz doświadczyć, gdy opróżnisz swoją piwnicę. To tylko taka chwilowa przepustka, dzięki której wchodzisz na poziom, który na co dzień jest dla Ciebie niedostępny. To samo dotyczy psychodelików jak marihuana, lsd czy psylocybina. To, co się po nich pojawia, to nic innego jak Twój potencjał, który czeka na odblokowanie. To tak jak byś był postacią w grze RPG. Znajdujesz magiczną miksturę i na 5 sekund odsłania się cała mapa lub na 10 sekund możesz mieć moc, która czeka na kolejnym levelu. 

Niestety ale wszystko ma swoją cenę. Im częściej korzystasz z tej magicznej mikstury, tym trudniej osiągnąć kolejny poziom, bo coraz bardziej przywiązujesz się do tego aktualnego.

Jak tworzy się uzależnienie?

Umysł woli drogę na skróty i chce poczuć te stany JUŻ, bez zaglądania do piwnicy i robienia w niej porządków (doświadczania tych niefajnych rzeczy). Z czasem przestaniesz czuć te fajne stany na co dzień, bo programujesz siebie, by czuć je tylko, gdy weźmiesz jakąś zewnętrzną substancję. Ciągnie Cię do tych fajnych stanów, bo głęboko w środku chcesz być szczęśliwy, kochany i wolny. A jedyna droga, jaką znasz to uzyskanie ich za pomocą różnych substancji. Tak się tworzy uzależnienie, którego później bardzo ciężko się pozbyć. Każde kolejne piwo, papieros, kreska czy joint sprawia, że będzie Ci jeszcze trudniej kiedyś to rzucić. Gdy komuś się udaje, to zazwyczaj podczas skrajnie trudnych doświadczeń, gdy np. jesteśmy informowani o ciężkiej chorobie lub cudem wyjdziemy cali z jakiegoś wypadku.

Obserwuj swój umysł i zauważ jakie myśli tworzy: ‚przecież jedno piwo albo papieros krzywdy mi nie zrobi’, ‚piwo czyści nerki’, ‚kawa zwiększa koncentrację’, ‚joint dodaje kreatywności’ itd. Każdy argument na korzyść tych używek, który pojawił się w trakcie czytania tego artykułu, to tylko informacja, że w Twoim umyśle już istnieje przywiązanie (uzależnienie) do nich. Te argumenty to skutek mechanizmu obronnego, bo ktoś chce zabrać mu źródło szczęścia. Umysł żyje w złudzeniu, że to prawdziwe szczęście. A takie nie jest, bo prawdziwe szczęście nie zależy od żadnych substancji.

 

Zauważ jakich stwierdzeń używamy na co dzień:

  • jestem zły i muszę się zresetować,
  • miałem kiepski dzień, trzeba odreagować,
  • mam tyle na głowie, że chyba się znieczulę,
  • jak się zaraz nie napiję, to chyba oszaleję.

Reset, znieczulenie czy odreagowanie to nic innego jak ucieczka od tego, co czujesz. Coś niefajnego się w Tobie pojawiło, a Ty nie pozwalasz temu być. Stawiasz temu opór. I właśnie ten opór jest przyczyną bólu i cierpienia. Nie emocje same w sobie.

Używki = narkotyki?

Zauważ jak dziwnie i niecodziennie brzmi stwierdzenie: alkohol to narkotyk, nikotyna to narkotyk, kofeina to narkotyk. To do siebie nijak pasuje. Jesteśmy nauczeni, że alkohol to alkohol, a narkotyki to narkotyki. Alkohol, kawa i fajki są dobre, a amfa, zioło i koka są złe. A może te wszystkie substancje różnią się od siebie tylko działaniem?

Każda z tych substancji wprowadza Cię w inny stan. Po jednej jesteś spokojniejszy, po drugiej bardziej pobudzony, a trzecia działa euforycznie. Nie ważne czy to kawa czy ecstasy. Celem jednej i drugiej jest wywołanie określonego stanu, którego w danym momencie pożądasz. Zatem kofeina, nikotyna czy alkohol są takimi samymi narkotykami jak amfetamina czy marihuana. Różnią się legalizacją, usankcjonowaniem. Jedne są dopuszczone do spożycia (nikotyna, kofeina, etanol), a pozostałe nie. Temat jest długi, szeroki i pełen paradoksów, bo dozwolony alkohol robi pozornie znacznie większą krzywdę niż niedozwolona marihuana. Niektóre z tych zabronionych substancji są skuteczne w leczeniu wielu schorzeń jak np. ecstasy w zespole stresu pourazowego (PTSD), marihuana w nowotworach czy psylocybina, która w trakcie kilku godzin leczy traumy, które psychoterapeuta będzie rozgrzebywał przez długie lata.

*I tu znów może odezwać się umysł, który powie: a nie mówiłem, że one są zdrowe! To kolejna pułapka i próba usprawiedliwiania, by je dalej spożywać. Dlatego użyłem wcześniej słowa pozornie. Te substancje faktycznie mogą pomóc wyleczyć się z jakiejś choroby, ale znów umysł uzależni zdrowie od którejś z nich i tak koło się zamyka.  

Zawsze śmieszyło mnie, gdy osoba zaczynająca dzień od kawy i papierosa, a kończąca piwem twierdziła, że nie bierze żadnych narkotyków, bo one są złe! Nawet nie zdaje sobie sprawy, że nic nie różni jej od kogoś, kogo sama nazywa narkomanem.

Wracając do meritum. Celem tego artykułu nie jest ocenianie, które substancje są dobre, a które złe. Nie jestem zwolennikiem ani przeciwnikiem legalizacji, bo problem leży gdzieś indziej. Bez względu na to, po którą sięgasz substancję (papierosa, alko czy kokainę), koszty przewyższają korzyści. Poprzez ich zażywanie, utwierdzasz się w przekonaniu, że sam sobie nie poradzisz. A to nieprawda i właśnie taki jest główny przekaz tego artykułu: nie potrzebujesz ich i jesteś w stanie poradzić sobie z tym całym stresem sam! Co więcej, to jest proste, tylko nikt Cię tego wcześniej nie nauczył.

Jest jeszcze druga strona medalu. Gdybyś nauczył się radzić ze stresem sam, to przestałbyś wydawać ogromne pieniądze na alkohol czy papierosy. A wtedy ktoś inny przestałby na Tobie zarabiać. Dlatego w TV nie widzisz reklam, jak za pomocą samego oddechu się uspokoić. Tu chodzi o byznes. Im bardziej się stresujesz, tym państwo i wielkie koncerny więcej zarabiają na Tobie. Wkładają Ci do głowy obraz tego jak powinno wyglądać idealne życie i podsuwają swoje produkty, dzięki którym rzekomo je osiągniesz.

Czas na porządki w piwnicy!

Zataczamy koło. Artykuł zaczął się od tego, że idziesz na imprezę, a Twoim celem jest poderwanie kogoś, odreagowanie lub reset. To w tych celach leży problem. Wystarczy, że je zmienisz, a Twoje potrzeby korzystania ze wspomagaczy będą coraz mniejsze.

Możesz pozbyć się tych myśli i emocji w naturalny sposób. To jest bardzo proste, bo jedyne co wystarczy zrobić to nie sięgać po żadne substancje i w żaden sposób nie próbować się pozbyć tych myśli i emocji! Dla umysłu to brzmi abstrakcyjnie ‚pozbyć się poprzez niepozbywanie się‚, ale taka już jest jego ułomna natura, że nie wszystko jest w stanie od razu zrozumieć. 

Te niechciane myśli i emocje nie są Twoimi wrogami. One też nie chcą siedzieć w Twojej głowie (piwnicy), dlatego cały czas się pojawiają i czekają, aż pozwolisz im odejść. Lecz Ty zamiast dać im spokój i puścić je wolno (zaakceptować), wolisz zalać je alkoholem lub uśpić dymem.

Jakie nastawienie jest najlepsze? Żadne!

Na nic się nie nastawiaj! Ani przed imprezą, ani przed randką, ani przed jakimkolwiek innym zdarzeniem. Gdy na nic się nie nastawiasz, dopuszczasz każdą ewentualność. Na randce/imprezie pojawi się w Tobie radość – ok, pojawi się złość – ok, pojawi się strach – również ok. Nie miałeś żadnego scenariusza, więc przyjmujesz wszystko. Jednocześnie, gdy się temu nie opierasz, wkrótce zniknie, a Ty zyskasz spokój.

Gdy coś Cię wkurzy, zirytuje lub przestraszy, nie sięgaj po browara, papierosa ani jointa. Weź kilka głębokich oddechów i zanurz się w to, co czujesz. Nie odwracaj od tego uwagi, nie uciekaj w żadne substancje, tylko w to zanurkuj. Pozwól, by to swobodnie wypłynęło na zewnątrz. To bardzo proste, bo Twoim zadaniem jest nicnierobienie. Gdy tak nic nie robisz, to jednocześnie akceptujesz stan, który się pojawił. Bez względu czy jest fajny czy niefajny. Dla tych myśli i emocji to sygnał, że pozwalasz im odejść. Więc odchodzą, a Ty czujesz ulgę.

W nagrodę, z czasem zaczną pojawiać się stany (kolejne levele), które wcześniej były dostępne tylko po zażyciu konkretnej substancji. Będziesz miał więcej pewności siebie, radości i spokoju. Co więcej, będą trwałe i nie znikną po 20 minutach, bo nie będą już zależały od żadnych substancji.

Zaryzykuj, bo możesz wygrać więcej, niż Ci się wydaje.

Niech moc będzie z Tobą!
Kamil

2 komentarze
  1. Petey Wrzesień 10, 2017 Odpowiedz
  2. Sebastian Wrzesień 13, 2017 Odpowiedz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.